
2008.09.14
2005-06-30 18:23:43To miał być wyjazd dla twardzieli i rzeczywiście nim był. Kiedy w piątek wyruszaliśmy z Krapkowic, każdy z nas miał w sercu wielką nadzieję na to, że przyjdzie mu w najbliższe dni przeżyć ciekawą przygodę. Po kilkudziesięciu godzinach okazało się, że te nadzieje nie były płonne i wszyscy doświadczyliśmy wspaniałych chwil.
Piątek
Po przybyciu na miejsce rozlokowaliśmy się w namiotach i rozpoczęliśmy przygotowania do rozpalenia ogniska. Kiedy jedni znosili drzewo na opał inni przygotowywali smaczne jedzonko. Ognisko zapłonęło a my zawołaliśmy do jedynego Pana: "Chwała Ci wszechwładny Stwórco nieba i ziemi za to że pamiętasz o swoich dzieciach" - mówiliśmy przekrzykując strzelające płomienie ogniska. Po modlitwie przyszedł czas na zabawę i rozmowy. Około 1 w nocy postanowiliśmy rozegrać mecz koszykówki w świetle samochodowych świateł. Podzieleni na 4 drużyny rozegraliśmy mini turniej. Było sporo sportowej walki i śmiechu, szczególnie wtedy gdy piłka lądowała w półmroku goniona zacięcie przez niektórych z graczy. Część twardzieli - kajakarzy postanowiła w śpiworach spędzić noc pod gołym niebem. Było przepięknie ciepło i gwiaździście. Najwytrwalsi doczekali nawet świtu.
Sobota
W sobotę rano po śniadaniu wyruszyliśmy nad rzekę Wartę. Podzieleni na dwójki wsiedliśmy do kajaków wyruszając pod prąd w stronę mostu w Bobrownikach. Pierwszy kontakt z wodą był dla niektórych szokujący (dwójka - pewnie bez sternika - po przepłynięciu 50 m znalazła się w wodzie pod kajakiem). Pozostali dosyć szybko opanowali sztukę panowania nad pływadłami. Po drodze rozmawialiśmy na zaplanowanych przystankach o tym czym jest chrześcijaństwo. - Bycie chrześcijaninem to wiele razy płynięcie właśnie pod prąd ludzkiej opinii, modzie i wymaganiom - uznaliśmy jednomyślnie. Ludzie brodząc w warciańskich nurtach dyskutowali o najistotniejszych tematach naszego życia: o męce i śmierci Jezusa, o zbawieniu, o niebie, miłości Bożej i wierności Bogu. 10 km pod prąd było dla wielu niezłym wyczynem tym bardziej, że część z uczestników po raz pierwszy płynęła kajakiem po dosyć wartkiej rzece. Znacznie łatwiej było płynąć z prądem. Po 10 godzinach walki z wodnym żywiołem, własnymi słabościami i kajakami, nad którymi czasami nie panowaliśmy wróciliśmy do obozowiska. Tam czekała już na nas zasłużona obiadokolacja. Wieczorem pomimo zmęczenia spotkaliśmy się jeszcze na emisji ciekawego filmu i wspólnej modlitwie. "Jeśli zaufasz Jezusowi Chrystusowi On zajmie się twoim życiem. W Bogu będziesz miał wielkie możliwości, którym nie będzie kresu. Kiedy zaufasz Bóg, On cię poprowadzi" - usłyszeli uczestnicy spływu. Po modlitwie wszyscy jak małe, grzeczne dzieci już o 23 byli w swoich śpiworach i smacznie spali. Zmęczenie dawało się we znaki.
Niedziela
Poranek tego dnia spędziliśmy oddając się wszelkiego rodzaju rozgrywkom sportowym. Jedni grali w piłkę, inni w siatkę jeszcze inni w kosza. Wracając do Krapkowic zatrzymaliśmy się na kluczborskim rynku. Tam śpiewaliśmy o Tym, który darował nam szczęście, tak zupełnie za darmo. Rozmawialiśmy również z chętnymi do rozmowy mieszkańcami tego miasta o roli jaką może pełnić Jezus Chrystus w życiu każdego człowieka. Ten weekend to był wspaniały czas budowania braterskich relacji i przyjaźni z Bogiem. Był to wielki prezent jaki otrzymaliśmy od kochającego nas wielką miłością Ojca jakiego mamy w niebie.
[Foto galeria]
komentarz: 5 razy, średnia ocena czytelników: brak