
2008.09.14
2005-01-26 11:01:21Odnowa - Hestia 2-9 (1-7)
To było prawdziwe święto. Krapkowicką halę wypełnili chrześcijańscy kibice, którzy całym sercem i gardłem wspomagali swoich braci, którzy walczyli na parkiecie. Przed meczem nasi piłkarze byli bardzo mocno zmotywowani do tego, żeby sprawić na zakończenie swojego udziału w lidze niespodziankę. Bardzo chcieli zwyciężyć, aby znowu poczuć słodki smak emocji, kiedy wyszli na parkiet przywitała ich owacja chrześcijańskich kibiców.
Okazało się jednak, że nasze Orły piłkarsko nie były tego dnia zbytnio dysponowane. Pierwsze trzy minuty ustawił cały mecz. Właśnie wtedy nasi stracili trzy bramki i już się nie podnieśli. Choć był moment, że przy stanie 1-3 mecz się wyrównał, ale nasze Orły zbyt mocno chciały strzelić kolejne bramki zapominając o obronie. Ataki odnowionych piłkarzy odbywały się trochę "na hura" i rywale wykorzystując ten nasz ofensywny chaos kontrowali raz po raz pokonując bezradnego Darka w bramce.
Nastroje nie były najlepsze, ale po meczu stało się coś dziwnego. Nasi kibice na stojąco podziękowali oklaskami drużynie Orłów za walkę, determinację i niezłomność podczas wszystkich ligowych meczów. Ludzie przecierali oczy oglądając tę manifestacji jedności i braterstwa z tymi, którzy po ludzku rzecz postrzegając przegrali z kretesem. Jednak czy tak naprawdę była to porażka czy też może prawdziwe zwycięstwo?
Bo czym jest prawdziwe zwycięstwo? Czy nie jest ono pokonaniem samego siebie, własnej słabości, wątpliwości, ambicji, pychy i chęci dominowania nad innymi? Czy zwycięstwem nie jest okiełznanie zgubnych emocji, przezwyciężenie przygnębienia i goryczy porażki - w ludzkim rozumieniu tego słowa. Czy zwycięstwem nie jest radość, nadzieja i wiara pomimo wszystko. Sądzę, że z powodu tej porażki narodzi się w sercach naszych piłkarzy i kibiców coś lepszego niż tylko chwilowa radość z wygranego meczu. Z perspektywy tych kilku minionych dni, dziś wiem jedno: dobrze się stało, że nasi w sobotę przegrali...