2012.01.12
2006-07-01 16:27:31
Działo się to dawno, dawno temu, w bardzo odległym zakątku świata. W średniej wielkości królestwie, jakich wiele było w tym bardzo odległym zakątku świata, był sobie król, co się rozumie samo przez się, gdyż w każdym królestwie król być zasadniczo musi. Ale do rzeczy. Otóż król nazywał się... stop! Powiemy to sobie na końcu. Panował sobie nasz król w swym królestwie, (jak się ono nazywało również sobie dopowiemy w swoim czasie) jak mu się wydawało niepodzielnie. Ale tylko mu się wydawało, bo jak większość królów, miał przy sobie królewskich doradców. I tak nasz król miał średniej wielkości radę, jak na średniej wielkości królestwo przystało, a w niej doradców przeróżnych. Zasiadali więc w owej radzie: książę Próżny i księżna Pycha; baronowie: Leniwy, Arogancki, Chciwy i Przewrotny; byli hrabiowie: Tchórzliwy i Kłamliwy oraz parę innych znakomitości. Doradzali oni królowi jak tylko umieli, to znaczy: ci, co umieli doradzali tak jak umieli, a ci, co nie umieli, tak jak nie umieli... Król zaś ufał im, choć czasami coś świtało w królewskiej głowie, że może doradzają mu bardziej w swoim interesie, niż na korzyść królestwa. Ale w zasadzie nie świtała ta myśl królowi za często, bo zbyt był zajęty ucztami i balami, wydawanymi przez niego samego, lub przez któregoś z członków rady, czy dworu - oczywiście na cześć miłościwie panującego króla. Jeden zaś z doradców królewskich, którego imię zdradzimy później, nie brał udziału w hucznych zabawach. Całe zresztą szczęście, że nie brał - jak mawiał król - bo wszystkim by popsuł zabawę swoimi morałami. Nikt na dworze za nim nie przepadał, bo ten mędrzec mówił nie zawsze to, co by się chciało usłyszeć. Król z pewnych powodów jednak go szanował - on zawsze mówił prawdę, nawet bolesną, a to co doradzał, zawsze się sprawdzało. Przeważnie unikał kłótni i sporów na zebraniach rady, a rozmawiał z królem ze spokojem i łagodnością w cztery oczy. Jednak gdy trzeba było, potrafił się przedrzeć przez wrzawę i stanąć przeciw całemu dworowi. Ach! Gdyby tak król doceniał jego rady wcześniej, a nie dopiero teraz, gdy w królestwie źle się działo... A naprawdę źle się działo. Przy tym, co się działo w naszym średniej wielkości królestwie w odległym zakątku świata, sytuacja w polskiej służbie zdrowia to cieplutka bułeczka z masłem! Królestwo chwiało się w posadach: skarbiec pusty, lud niezadowolony, wokół wrogie, silne państwa, król zdezorientowany, a radcy królewscy... No, cóż! Rozzuchwaleni doradcy królewscy mieli już z czasem tak silną pozycję, że potrafili przeforsować pomysły zgoła głupie, bezsensowne, a nawet szkodliwe dla państwa, by tylko zaspokoić swoje zachcianki. Wiele o naszym królu można było powiedzieć, ale na pewno trzeba powiedzieć jedno: bardzo kochał swoje królestwo i chciał dla niego jak najlepiej. Wiedział, że choć głupi nie jest, to sam sobie nie poradzi z naprawą zepsutego na wskroś państwa. Zwołał więc król radę i powiedział: "Dla dobra królestwa jestem gotów złożyć koronę na rzecz osoby, która wyprowadzi mój ukochany kraj z bagna, w jakim jest teraz i będzie nim rządzić sprawiedliwie". "Mnie wybierz, Panie! Mnie!", "Nie! Tylko ja się nadam", "Absurd, jam tylko jest godzien!" - przekrzykiwali się doradcy. I prawie doszłoby do rękoczynów, ale król krzyknął: "Basta!" Zapadła głęboka cisza. Król wstał, zszedł z wysokiego tronu, zdjął koronę. Głupawe uśmieszki gasły na twarzach kolejnych mijanych przez niego doradców. Król podszedł do siedzącego na końcu mędrca, który do tej pory się nie odezwał. "Ty weź tę koronę i zasiądź na tronie. Tobie zawsze leżało na sercu dobro tego królestwa. Nigdy Cię nie usłuchałem, teraz chcę to naprawić! Wybacz mi proszę wszystko, co zrobiłem wbrew Tobie. Króluj w tym kraju, ja usunę się w cień i będę jednym z Twoich poddanych!" - powiedział król do mędrca. Ten zgodził się, pozostali radcy zaś ciężko przełykali ślinę. Wiedzieli, że teraz ich wpływy będą gwałtownie maleć. W królestwie, na którym dotąd pasożytowali, nie ma już miejsca ich chorych układów i zachcianek.
Kim był ten dobry doradca? To Jezus. Królestwo nazywa się "Życie Człowieka". Król? To Człowiek. A może to królestwo to Twoje Życie, a ten człowiek to Ty? Oddaj swoją koronę i panowanie w Twoim życiu Jezusowi, Jemu naprawdę na Tobie zależy, On poprowadzi Cię lepiej, niż Ty byś kiedykolwiek zdołał. Nieważne jak bardzo Twoi "doradcy" zrujnowali "Twoje królestwo" - Jezus postawi je na nogi.